Przez większość szkoły podstawowej i liceum uczyłem się języka niemieckiego. W sumie trwało to około dziesięciu lat (należę do pokolenia, które ominęło doświadczenie gimnazjum) jednak jeśli mam być szczery – lekcje niemieckiego nie nauczyły mnie właściwie niczego. Można w tym miejscu zastanawiać się, z czego wynika ten stan rzeczy. Niemiecki był w mojej szkole traktowany nieco po macoszemu. Mimo, że angielski miałem wyłącznie w liceum, to jednak udało mi się opanować go w naprawdę niezłym stopniu. Po niemiecku natomiast potrafię się tylko przywitać. Tu nawet nie chodzi o to, że nauczyciel był zły. Niemiecki po prostu nikomu nie wydawał się wówczas potrzebny, dlatego jego nauka nie była priorytetem ani dla uczniów, ani dla rodziców.
Z perspektywy czasu stwierdzam jednak, że niemiecki dzisiaj bardzo by mi się przydał, podobnie zresztą jak znajomość jakiegokolwiek innego języka obcego. Gdy zacząłem na serio interesować się kinematografią odkryłem na przykład, że filmy angielskojęzyczne to zupełnie inna bajka niż kino innych krajów. Znajomość wyłącznie dwóch języków – angielskiego i polskiego – mocno mnie w tej materii ogranicza, bo nie do wszystkich dzieł, które chciałbym obejrzeć jestem w stanie znaleźć napisy. Niedawno nawiązałem współprace z jednym z portali którego domeną jest kino i piszę dla niego recenzję filmów rosyjskich i radzieckich. Przez to zajęcie zdecydowałem się uczyć języka rosyjskiego i powoli zaczął otwierać się przede mną zupełnie nowy świat. Jestem pewien, że z kinematografią niemiecką byłoby podobnie. Nie jest wykluczone, że zdecyduję się jeszcze kiedyś na wznowienie nauki.